Wrocław roztańczone miasto.

Życie jest tak przewrotne…

Dzień wolny, ale budzik ustawiony na 6-tą rano. Wyjeżdżam! Na chwile, zaraz wracam, ale myślę, że wrócę nie taka sama. Poza tym zabieram lisy na wczasy, są bardzo zmęczone, muszą zmienić klimat :D.

„Jak pięknie jest rano, gdy jeszcze nic się nie stało, a wszystko może się stać, tylko brać!”
Ten cytat Agnieszki Osieckiej, znaleziony gdzieś w internecie poprawia mi humor każdego ranka. Daje nadzieję, a może bardziej taki dreszczyk emocji, co przyniesie mi ten nowy dzień, a ciągle coś dzieje się. Zawsze wierzę, że coś dobrego, bo dobrym ludziom nie zdarzają się złe rzeczy – i jak to w piosence Helsinki Darii Zawiałow „to co złe nie spotyka mnie, trzy razy zastanów się co jest złe”…
Co jest jeszcze przewrotne? Np. to, ze przyjeżdżam do Wrocławia z myślą o kimś, no i dla siebie, żeby oderwać się od pracy – w końcu to moje pierwsze wolne w tym sezonie. On nie odbiera telefonu, nie czyta wiadomości, coś później pokrętle się „tłumaczy”, po co, trochę dystansu, przecież to nic poważnego – a za mną po mieście biega koleś na którego wpadam przypadkiem już drugi raz w ciągu trzech godzin, w zupełnie różnych miejscach. Raz zaraz po przyjeździe, raz jak jadę hulajnogą, a ten biegnie za mną.

Może za jakiś czas mu podziękuję, dzisiaj mam dla niego dużo zrozumienia, zwyczajnie jak do przyjaciela, bo tak go traktowałam. Takie zachowania określają problemy, strach, brak klasy i zwykłą dziecinność tej drugiej osoby… Wiecie jak to mówi się, jak ktoś ma z Tobą problem, to wciąż JEGO problem, nie Twój… Bazując na tym przykładzie, ale od niego abstrahując można uogólnić – bo takie historie nie zdarzają się tylko mnie – jak przerażające jest to z jaką lekkością ludziom przychodzi odcięcie kogoś od siebie. Po tylu przegadanych godzinach, szczerych rozmowach, powierzonych „tajemnicach”. Nie wiem co fajnego jest w zmienianiu ludzi jak rękawiczki, bardziej myślę, że to wynika z wewnętrznych ograniczeń. Choć tych których już wpuszczasz do swojego życia, po prostu chociaż szanuj, na tyle, żeby normalnie porozmawiać jak z przyjacielem. To takie proste, po co to komplikować. Cudze słabości nauczyłam się akceptować – nie noszę jego „butów” więc nie będę go oceniać – przechodzę nad tym do porządku dziennego. Nic się nie stało, a Wrocław wita mnie otwartymi ramionami – dosłownie i w przenośni.

Tak a’propo hulajnóg trzeba uważać, bo po deszczu jest bardzo ślisko, te miejsca na ścieżkach rowerowych pomalowane czerwoną lub białą farba są zdradzieckie… Miałabym parę wypadków, ale ogólnie to fajna sprawa do przemieszczania się, tym bardziej, gdy jesteś w obcym mieście, bez samochodu – poza tym nie ma korków i ten wiatr we włosach… Tylko lisy zmokły, ale to nic, bo lubią wodę, a czasu na basen nie było ;).

Wrocław to zajebiste miasto, które mnie rozśmiesza i tym samym zachwyca już któryś raz!

Jest tu tyle energii, optymizmu, czuję coś fajnego w tym mieście. Jak cudnie było wczoraj na tarasie hotelu Monopol, popijając drinki, patrzeć na tańczącą parę – na parkingu obok, oni tańczą. Ja z góry patrzę jak pięknie im razem, tak po prostu, jakby świat nie istniał. Później przechadzając się przy placu obok, przed Muzeum Teatru, grupka młodych ludzi tańczy w parach, zmieniają się partnerami – jest więcej dziewczyn niż chłopców – tak by każdy zatańczył. Inni jeżdżą na rowerach, na deskorolkach, rolkach i wrotkach – czuć w nich tę beztroskę i pasję. Powietrze pachnie latem, wolnością, takim przeświadczeniem, że wszystko możesz, ale nic nie musisz. Ten wieczór urzeka.

Dzisiaj rano mijam chłopca jeżdżącego na takim jakby koniu na biegunach, tylko z kółeczkami zamiast drewnianych łyżew. Spóźniłam się na punkt widokowy w Sky Tower – polecam kupić bilety wcześniej online – siedzę na kawie, skrobię dla Was tę mini relację, a obok przechodzi rodzina z dziewczynką, która na głowie ma kubeł z dziurami na oczy i usta – komedia – ale lubię takie indywidualności, ma polot!

Trochę jestem w tyle z restauracjami, bo niewiele czasu na nie miałam, poza tym jak ja prawie nic nie jem… Śniadanie w Mleczarnia – super – jajecznica z ekologicznych jajek, świeżo wyciskany sok z pomarańczy postawi mnie na nogi po wczorajszych drinkach. Urokliwe miejsce w podwórku – w sumie jakich jest wiele we Wrocławiu. Na pewno znana wszystkim Charlotte także na klimatycznym skwerku w podwórku – ale straszna kolejka, odpuściłam, tym bardziej, że coś nie najlepiej czuję się po ich wypiekach, do tego obsługa w większości lokalizacji (Warszawa, Kraków) jest flegmatyczna, niemiła i taka nijaka…

Co do „sieciówek” to odwiedziłam także Niewinnych Czarodziejów i jednak we Wrocławiu te miejsce podoba mi się najmniej ze wszystkich ich lokalizacji – oprócz oczywiście zajebistego neonu ze skrzydłami i przemiłej kelnerki, która robi świetne zdjęcia. W środku ma klimat, ale na zewnątrz zero uroku.

Jakkolwiek nie lubię rynków w miastach, które odwiedzam – są takie przewidywalne i każdy tak bardzo podobny, to ten we Wrocławiu jest ciut inny – chyba mi się podoba. Oczywiście nigdy nic nie jem na rynku, bo według mojej teorii, jak chcesz zjeść dobrze to zawsze szukasz mniejszych knajpek w bocznych uliczkach, nigdy nie jesz na „głównej”.

Wrocław pamiętam z kiedyś, jak bywałam tu służbowo – już wtedy było fajnie – ma w sobie taką siłę, potęgę i energię, którą lubię. Muszę przyjechać tu ze swoją przyjaciółką i zachwycić Ją tymi wszystkimi cudownymi miejscami, które odkryłam.

To był dobry wyjazd, oderwałam się od pracy, a kilometry dają wolność i dystans, mi – już tak bardzo przemęczonej ludźmi.

Wrocław jesteś fajny, choć taki przewrotny! 😉

I w tej sekundzie dzwoni telefon – komenda w Zakopanem, głos w słuchawce mówi, że znaleźli sprawcę mojego oszustwa z mieszkaniem. Panie Boże przywracasz mi wiarę w sprawiedliwość, zawsze gdy ona upada! Serce rośnie. Miłego dnia kochani <3

Posts created 50

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top