W szklanych wieżowcach nie ma wolności.

Są miejsca w których nie istnieją kompromisy, a silna wola, poczucie własnej wartości, pewność siebie musi sięgać zenitu, tylko po to żeby nie zabłądzić. Jednym z tych miejsc jest Warszawa.

Niezliczone utwory, teksty o tym jak przytłacza samotność w wielkim mieście, w którym wszyscy chcą stać się rekinami, a nawet jeśli nie to kim trzeba stać się, żeby nie dać połknąć się, zmielić, a potem wypluć stolicy?

Obserwuję jak silny trzeba mieć charakter, żeby tam utrzymać się na powierzchni, jak wiele osób zatraca się w nałogach, które stają się dla nich odskocznia od wielogodzinnej pracy, dużych odpowiedzialności, własnych słabości oraz tej pieprzonej samotności. Tu nie ma litości, a poczucie człowieczeństwa osiąga poziom zero. Liczą się liczby i tabele – wszystko przeliczane jest w cyfrach. Tylko przepraszam, ale jak cyfry nie zgadzają się to zaczynasz być niewidzialny. No excuses, next pls.

Przyjaźń, miłość? Nie, nikt nie ma czasu na budowanie relacji, gdy ciągle zera uciekają… Ludzie są na chwilę, tu i teraz, póki ich potrzebujesz, potem nie ma czasu na szarpanie się z nimi, bo przecież nie zawsze są szczęśliwi, uśmiechnięci i poklepują Cię po plecach. Czasami chcą żebyś ich po prostu wysłuchał, po prostu był – tym razem nie robiąc nic nadzwyczajnego.

Mam dość sporą awersję do tych wszystkich wysokich, szklanych biurowców z widokiem na pałac kultury, w których pracują mrówki, próbujące wybić się z tłumu. Niestety ten tłum i szum zalewa ich jak lawa i nierzadko porywa na samo dno. Patrząc na co wspanialszy budynek widzę stres, zero życia, wszystkie nałogi świata i wszechogarniającą depresję. Mijam na ulicy eleganckiego mężczyznę, w odprasowanym garniturze, pewnie szyty na miarę jego ego, nerwowo rozmawia przez telefon, przechodzi przez ulicę, nie zważając na samochody – jakby był niezniszczalny. Po chwili rozpoznaję go w pobliskiej restauracji, wydziera się na kelnerkę, która krzywo postawiła szklankę. To pokazuje jak słabiutkim, malutkim człowieczkiem jest. Tak prosto obnażył swoją słabość. Wszystko go irytuje, nikt do niczego nie nadaje się, czeka tylko na weekend kiedy będzie mógł zalać, zaćpać się w trupa i przeżyć do poniedziałku, żeby znów uprzykrzać życie swoim podwładnym – często to jedyne co ma, często łechce to jego mniemanie o sobie, zaburzone wieloma kompleksami wyniesionymi z domu.

Kobiety? Piękne, zoperowane – przez to w pewnych kręgach nie rozpoznaję która to która (wszystkie robią się u jednego lekarza – tego na którego aktualnie jest moda w telewizji), że czuję się jak w Stepford. Noszą markowe torebki – zęby w ścianę na cały miesiąc lub tyłek odmoczony w pobliskim hotelowym jaccuzi – ale jest i ona – torebka – gwiazda wieczoru, bo przecież to wcale nie chodzi o jej właścicielkę. Dama zasiada przy stoliku, oczy kieruje w dół, lekko uśmiecha się (jakby polowały na jej torebkę rzesze paparazzi) ,egzaltowanym ruchem w zwolnionym tempie, niby naturalnym, stawia rzeczoną sakwę na stole w najelegantszym barze w mieście – tak właśnie podprogowo wystawiła swoją cenę. Pierwszego drinka zamówi sama – ten piątkowy wieczór też skończy się w niedzielę, może spotka mężczyznę, wyjdą razem, szybki seks bez uczuć, ale nad ranem nie przytulą się ciepło do siebie, on nie obejmie jej ramieniem, jakby była całym jego światem i nie zrobi śniadania. Ma nadzieję, że utopi kompleksy, stresy i samotność. Nie jest zła, ma dobrą pracę, a jej IQ jest powyżej przeciętnego – jest zagubiona. Marzy, żeby pojawił się ktoś kto wyciągnie ją z tego pociągu zmierzającego, właściwie sama nie wie dokąd, już dawno do niego wsiadła i jednym gestem zapewni jej takie życie na które tak ciężko pracuje.

Żadne z nich nie pomyśli o terapii – nie przyzna się, że coś jest nie tak – przecież to wstyd, ale nie wstyd im w południe zamawiać taksówki po wczorajszej nocy, czy zapijaczonym, ledwo świadomym szaleć w klubach. Jest im tak źle ze sobą samym na trzeźwo, że nie zrezygnują z jedynej swojej odskoczni od codzienności, tego jedynego czasu kiedy są naprawdę wszechmocni, ponad innymi i dowartościowani. Szczęście ma ten kto ma dookoła siebie kogoś szczególnego w swoim życiu, z tego zwyczajnego świata, któremu po prostu zależy na nim.

Jeżeli ktoś gubi się we własnym życiu, jest nam bliski nie można zostawić go z problemem samego. Warto dbać o ludzi nam drogich, to dobra cecha. Jasne, że świata nie zmienisz, ale zawsze możesz próbować 😉 i tu nie chodzi o cały świat, tylko o tę jedną konkretną osobę, na którą patrzysz i serce ci się kraje. Nie oceniasz jej, tylko pragniesz pomóc, zdrowo-rozsądkowo, wyciągasz rękę, oczywiście jak ona wykorzysta twoje wsparcie to już wolna wola – nic nie zrobisz na siłę.

Nie błądzi tylko ten kto nie szuka. Sztuką nie jest przeżyć życie na każdym kroku rezygnując ze strachu, ale podejmować wyzwania, licząc się i godząc z ewentualną porażką – wielu powiada, że jest ona matką lub kochanką sukcesu – myślę, że oba powiedzenia byłyby trafne. Pewnie pomyślisz dlaczego masz liczyć się z porażką? Właśnie dlatego, że im szybciej zrozumiesz, że nie jest Twoim wrogiem, że jest tylko pewnym etapem w dążeniu do celu i nie ma co jej wstydzić się – pokochasz siebie jak i swoje życie. W życiu sami interpretujemy to co nas spotyka, to Ty nadajesz temu sens. Jeśli porażkę, potraktujesz jako lekcję, poczujesz się jakbyś nabył nową wiedzę, a nie tak jakby coś poszło niezgodnie z planem. Tak jest ze wszystkim, jeśli rozstanie potraktujesz jako lekcję, kolejną żabę przed tym wymarzonym księciem – to zminimalizujesz poczucie straty, które zawsze temu towarzyszy.

Kompleksy biorą się z braku akceptacji. Chcesz być lepsza, ładniejsza, mądrzejsza, zamiast skupić się na tym co jest w Tobie dobre, ładne – a na pewno jest coś w czym możesz być naprawdę świetna – skupiasz się na swoich mankamentach i przez to ograniczasz się, blokujesz. W czasie gdy mogłabyś pracować nad sobą, szkolić się, rozwijać swoje talenty, realizować pomysły, ty ukratkiem podglądasz instagramowe profile osób, które nie boją się żyć, mają zainteresowania i spełniają swoje marzenia. Nie bądź tym smutnym, malutkim człowiekiem bez pasji do czegokolwiek.

Ponoć to wielka odwaga robić to co się chce, ale uwierz mi innego życia sobie nie wyobrażam i jeśli tylko wierzysz, przychodzi to naturalnie i samoistnie, a spełnianie samego siebie nie powinno boleć innych.

Każdy jest kowalem własnego losu, a to co Cię ogranicza to wbrew pozorom nie jest strach, tylko Ty sama.

Strach towarzyszy mi często, tak, że przywykłam do niego, przestałam bać się go, a nawet chyba stał się moim przyjacielem. Gdy jest przy mnie czuję jak każda moja komórka przyśpiesza, wchodzi na wyższy poziom, a zmysły są wyjątkowo wyostrzone, ciśnienie rośnie, skronie pulsują, słyszę każdy szept, analizuję i przewiduję kro do przodu, nawet to lubię – wtedy jestem tą wyostrzoną wersją siebie.

Jakkolwiek patrząc w przeszłość wolę żałować tego co zrobiłam, choć było ryzykowne, ale mogło przynieść mi satysfakcję, niż żałować, że nawet nie spróbowałam. W momencie gdy zaczniesz próbować już jesteś wygrana.

Każdy ma to na co odważy się, dlatego odważ się być najlepszą wersją siebie.

Posts created 51

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top