Easter loading…

Jako, że jestem trochę z północy, trochę z południa, poznawałam kaszubskie zwyczaje, a teraz zgłębiam góralskie – dlatego chciałabym opowiedzieć Wam o jednych jak i o drugich.

Święta wielkanocne mimo, że dla chrześcijan są ważniejsze od bożonarodzeniowych to wokół nich nie tworzy się ten magiczny klimat jak przed grudniowymi świętami.

Praktycznie dla większości kobiet – co do tego współrzędne geograficzne nie mają znaczenia – jest to czas sprzątania, gotowania i przygotowywania – myślę, ze głównie w związku z tym popularniejsze stały się wyjazdy na święta. Kobiety mają w domach coraz więcej do powiedzenia niż jakiś czas temu, gdy ich głównym zadaniem było chowanie dzieci i dbanie o dom. Oczywiście wiąże się to też z większą odpowiedzialnością, teraz to i one muszą pracować na przetrwanie rodziny.

Zaczniemy od Kaszub – region z którego pochodzi moja ś.p. babcia ze strony taty. Najpełniej zacytuję artykuł (http://naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=107) który najlepiej opisuje kaszubskie zwyczaje.

Jastrowe zwëczi na Kaszëbach


Post

Tradycyjnie pobożni Kaszubi traktują Wielki Post bardzo poważnie. W Wielkim Tygodniu nie należy jeść mięsa ani nawet mleka. Niektórzy cały ten okres spędzają o chlebie i wodzie, słyszałem też, że dla umartwienia do bùlew dolewano ocet. Post rozciągał się także na same święta! Chto nie pòscëł w piérszé swiãto, ten jakbë nijak nie pòscëł – mawiano – a chto nawet w drëdzé swiãto pòscëł ten òdbëł jakbë drëdżi pòst.

Porządki

Okres przedświąteczny to czas porządków. Dom był gruntownie sprzątany, a wymiecione śmieci (do wymiatania bywała używana specjalnie w tym celu ścięta w Wielki Piątek brzozowa gałąź) wyrzucano za grańcã, czyli na pole sąsiada. Miało to zapewnić czystość we własnym domu.


Zwyczaje powiązane z obrzędami kościelnymi

Wielki Piątek nosi nazwę Płaczebóg. Był to dzień oficjalnego płaczu, bo w Płaczëbòga Pón Jezës płakał, to i lëdze mùszą płakac. Dawniej chto nie płakôł, tegò bilë rózgą: Płaczëta, dzys je Płaczëbòga! – wòłalë – Wstajéj – bùdzëł jeden drëdżégò – dzys je Płaczëbòga!

W Wielki Piątek milkną dzwony, zamiast nich używa się kołatek. Do dziś w niektórych parafiach młodzi chłopcy obchodzą kościół z knarami i sznerami, by odstraszyć złe duchy od grobu Chrystusa.

Węgiel z ogniska rozpalanego przed liturgią Wielkiej Soboty zabierano do domu i zapalano pod platą by zapewnić rodzinie szczęście, bądź rozsypywano wokół domu dla ochrony przed piorunami.

W Jastarni budzono mieszkańców na rezurekcję dźwiękiem wielkiego bębna zwanego tołumbasem. Zwyczaj obchodzenia miejscowości z bãblemponoć pochodzi od gdańskich franciszkanów i dominikanów, a korzeniami sięga Ziemi Świętej. Bãblowanié praktykowano do połowy lat 60. XX wieku, a obecnie zwyczaj ten jest ponownie wprowadzany, trochę w charakterze atrakcji turystycznej.

Jastrë

Kaszubska nazwa Wielkanocy to Jastrë. Nazwa ta, uderzająco podobna do angielskiego słowa Easter, przypuszczalnie pochodzi od misji anglosaskich, które funkcjonowały w VIII – IX w. na obszarze dzisiejszych dolnych Niemiec.

Wierzono, że w wielkanocny poranek w słuńcù skacze barank abò słuńce samò skacze.

Woda

W okresie świąt należało wykąpać się w wodzie z rzeki lub jeziora – miało to zapewnić piękną cerę oraz chronić od chorób, szczególnie skóry i gardła. Według różnych źródeł kąpieli tych dokonywano przed rezurekcją, po niej bądź w wielkanocny poniedziałek. Idąc do wody i z powrotem nie wolno było rozmawiać ani oglądać się za siebie. Gdzieniegdzie również pędzono do wody również bydło i konie, by w ciągu roku były zdrowe. Przyniesiona wówczas woda zmieszana z krwią òpiégò [upiora] uwalniała chorego od dolegliwości. 

Wydaje mi się, że praktykowane w Kościele w wielkanocny poniedziałek pokropienie wodą w charakterze spowiedzi powszechnej jest „chrystianizacją” dawnego pogańskiego obrzędu – ceremonii obmycia nadano znaczenie oczyszczenia z grzechów. Warto dodać, że „lany poniedziałek” nie był obchodzony na Kaszubach.

Potrawy

Świąteczne potrawy z którymi się spotkałem to szynka gotowana i wędzona, zylc (galareta z posiekanego mięsa), wątrobianka, krwawô (salceson). Z ciast przede wszystkim babka i młodzewé (placek drożdżowy). Inne ciasta – serniki, makowce, mazurki – na biedne niegdyś Kaszuby przyszły stosunkowo niedawno. Świąteczną potrawą były też oczywiście jajka, chociaż nie było zwyczaju dzielenia się nimi. Jajka były farbowane w cebuli bądź w łupinach orzecha i były jednolite – robienie pisanek nie było rozpowszechnione.

W Wielką Sobotę święcono w kościele jastrową jôdã.

Mieszkańcy Półwyspu Helskiego mieli wystawne potrawy na miarę tego ubogiego, surowego skrawka lądu. W wielkosobotni wieczór tamtejsza młodzież nawoływała Wëganiajta pòst, a kladzëta wronë w grôp! [garnek]

Dëgùsë

Dëgùsë to poniedziałkowy zwyczaj chłostania dziewcząt i młodych mężatek dëgówkami – rózgami z jałowca bądź brzeziny. Zwyczaj ten do dziś jest żywy, a dziewczęta raczej nie starają się unikać dëgòwaniô, bo jego intensywność świadczy o powodzeniu. O tych, które pominięto przy chłostaniu mawiano, że nie znajdą szybko męża. Jeśli jednak któraś naprawdę nie chciała zostać obita, to mogła uciec do chlewa i wypuścić świnie – wtedy wszelczégò dëgòwaniô bëł kùńc, a jeśli by którzy z dëgôrzów nie zastosował się do tego prawa i òdważëł sã dalé dëgòwac – przed taczim bëlë na drëdżi rok zamkniãté wszëtczé dwiérze we wsë.

Wtorek był dniem rewanżu – w dzéwczëcy dëgùs obiektem ataku byli chłopcy.

Dëgôrzë
 nie dość że obijali dziewczęta, to za swą pracę jeszcze domagali się od gospodarzy zapłaty – przede wszystkim w jajach. Na Zaborach ùdëgòwóné jaja kładziono pod klukã [kwokę] obnoszoną przez dëgòwnikówDëgôrzë wygłaszali do mieszkańców domu specjalne oracje:

Przyszlim my tu po dyngusie
Powiedzieć wam o Chrystusie:
Wielki Czwartek, Wielki Piątek
Miał Pan Jezus wielki smutek.

Wielki smutek, wielkie rany
Za nas wszystkich chrześcijany.
Dajcie, dajcie jak Bóg każe
Po jajeczku i po parze.

* * *

Dyngu, dyngu, po dyngusie
Leży placek na obrusie
Pan Bóg daje, matka kraje,
Proszę dać nam po dwa jaja.

* * *

Przyszli my tu po dyngusie
Powiemy wam o Chrystusie
Że się Chrystus nam narodził
Z rózgą po dyngusie chodził.

(podaję teksty w polskiej pisowni, bo owe oracje dla nadania powagi wygłaszane były w urzędowej, „wysokiej” mowie, czyli po polsku. W rzeczywistości oczywiście owa „wysoka” mowa była mocno skaszubiona).

Oblewanie się wodą w „lany poniedziałek” nie było praktykowane na Kaszubach.

Zając

W poniedziałek do dzieci przychodził Zając z prezentami. W tym celu w niedzielę trzeba było przygotować dla niego gniazdo. Umieszczano je zazwyczaj w ogrodzie pod drzewem, w stodole lub w sieni. Jeszcze dziś dzieciom mówi się: Widzôl të tegò zajca, òn pewno mùszi miec tu gniôzdo, po czym rozpoczynało sie poszukiwanie gniazdka. 

Życie towarzyskie

Niedzielę spędza się w rodzinnym gronie, za to poniedziałek jest dniem wizyt u rodziny, sasiadów i znajomych. Mężczyzni grali w karty, pili sznaps, kobiety pludrowaly, a młodzież urządzała zabawy taneczne.

Okres wielkanocny jest zwyczajowym terminem òbzórków [oględzin], czyli wizyty panny wraz z rodzicami w domu kawalera, podczas której oglądają oni gospodarstwo ewentualnego zięcia oraz uzgadniają posag i inne kwestie majątkowe (ale do wesela i tak jeszcze długa droga – jeszcze są zagwesninë, potem zrãkawinë podczas których młodzi wymieniają obrączki i dopiero po żniwach ślub i wesele).”

Moje święta jak zawsze są gdzieś w biegu, gdzieś w podróży. Dobrze nie przyjechałam do Gdańska, a już pakowałam słoiki na powrót. Przeziębiona jechałam pociągiem z Krakowa na wielkanocny czerwony barszcz.

Co czyni moją Wielkanoc wyjątkową? Miedzy innymi właśnie ten barszcz. Ponoć zapożyczony z lubelskiego, skąd pochodził mój dziadek. Czerwony barszcz gotowany na własno robionym zakwasie z buraków – nie pomyl go przypadkiem z tym zwykłym barszczem z bożego narodzenia –  gotujemy go na wędzące, kilka rodzajów szynki, polędwicy, wszystko co mięsne i wędzone, dodajemy dużo, bardzo dużo chrzanu i ćwikły oraz białą kiełbasę – omomom.. pychota na którą wszyscy czekamy cały rok – tylko w wielkanocną niedzielę tak smakuje.

Moje święta to jednak market. Co roku w sobotę z rana biegam jeszcze po sklepach dokupując po kolei coś na stół, coś do jedzenia, no i jajka – no tak, wszystko kupiłam, a jajek zapomniałam (najbardziej znany wielkanocny demotywator). Zawsze na wszystko za mało czasu, w tym roku wyjątkowo przez te moje podróże- około 13tej rozdzwoniły się telefony pomiędzy kobietami w naszej rodzinie z panicznym „Boże, zaraz zamykają sklepy, a ja nie kupiłam… ; czekaj, czekaj, ja mam, a Ty masz może… ; Nie, ale może Ania ma… ; a to… ; Hmmm… spokojnie mama ma z zamrażalce”- handel barterowy czas zacząć. Cóż, wspólnymi siłami zmontujemy pełne święta”.

W tym całym pędzie staram się nie zapominać o rodzinnym wymiarze każdych świąt, jakkolwiek zajęta bym nie była, priorytetem jest spędzenie jak największej ilości czasu z najbliższymi. Co raku zapraszam dzieci moich braci na malowanie pisanek, pieczenie i zdobienie pierniczków, czy jak w tym roku razem przygotowywaliśmy szarlotkę, ten czas jest dla mnie najcudowniejszy. Jest już spokojnie, sklepy są pozamykane, nie mam presji, że czegoś zapomniałam, czy że może kupić nowy stroik na stół, teraz mam czas tylko dla mojej najbliższej rodziny.

Byli już Kaszubi teraz czas pochylić się nad Wielkanocą według rdzennych górali – jakie były obrzędy zanim „cywilizacja” pokryła góry. Cytując artykuł z portalu Tatrzańskiego :

(http://portaltatrzanski.pl/wiedza/kultura/wielkanoc-po-goralsku,508)

„Niedzielę Palmową, zwaną na Podhalu także Kwietną, mieszkańcy regionu święcili „bazicki”, czyli palmy z wierzbowych gałązek przystrojonych bibułą i mirtem. Gałązki wkładano pod pierwszą skibę na zaoranym zagonie, co miało przynieść urodzajny rok. 

Wielki tydzień to czas zaostrzonego postu. W Wielki Czwartek dawniej kobiety siały kapustę – jeżeli zdążyły to zrobić przed dzwonami wzywającymi na wieczorną mszę świętą, główki kapusty miały wyrosnąć bardzo duże. W niektórych miejscach tego dnia palono lub wieszano kukłę symbolizującą Judasza.

Wielki Piątek był dniem oczyszczenia duszy i ciała. Należało umyć się przed świtem w potoku, wypowiadając słowa „Wodzicko czysto łobmyłyś Pana Jezusa, łobmywos brzyski, korzynie, łobmyjze mnie grzysne stworzynie”. W ten dzień kobiety robiły masło do święcenia – później miało ono służyć jako lekarstwo na różne dolegliwości.

Wielką Sobotę święci się pokarmy – „świyncelinę”. Tradycyjny góralski „kosołek” musi zawierać pisanki, oscypek, kiełbasę, chleb własnego wypieku, masło, sól, korzeń chrzanu. Po poświęceniu pokarmów należało obejść z koszyczkiem cały dom dookoła, mówiąc przy tym: „Uciekoj syckie niescęście z domu, bo idem ze święcelinom du domu!”. W niektórych miejscach, między innymi Bukowinie Tatrzańskiej, odprawiano obrzęd „święcenia ducha” – od kościelnych paschałów zapalano hubę zebraną uprzednio w lesie. Następnie z taką „pochodnią” należało obejść trzy razy cały dobytek odmawiając przy tym modlitwy, co miało zapewnić szczęście. 

Niedzielę Wielkanocną po rezurekcji świętuje się przy uroczystym śniadaniu, a każdy domownik smakuje potrawy z święconego koszyczka. W kilku miejscowościach na Spiszu najważniejszą tradycją wielkanocną było rodzinne jedzenie tzw. krajonki – by ją przygotować, trzeba było pokroić w kostkę wszystkie składniki wielkanocnego koszyczka i zalać kwaśnym mlekiem z dodatkiem chrzanu. Następnie wszyscy domownicy jedli wspólnie z jednej miski. Symbolizowało to miłość w rodzinie. Niedzielę spędzano w rodzinnym gronie, w domu. Wykonywanie jakiejkolwiek pracy było zakazane ze względu na to, by nie wypłoszyć dusz zmarłych przybywających odwiedzić tego dnia dom. Nie ścielono nawet łóżek, nie gotowano.

Lany Poniedziałek oczywiście wielka „polewacka” – wzajemnie oblewano się wodą. Ludzie, którzy nie zgadzali się na takie występki, wykupywali się poczęstunkiem wódki, ciastem i święconym jajkiem. Chłopcy oblewali szczególnie panny, które wpadły im w oko. Poniedziałkowy zwyczaj niesie jednak ze sobą głębsze przesłanie niż umoczenie niczego niewinnych dziewcząt – woda ma oczyścić duszę i przypomnieć, że jest konieczna do życia, które bez niej nie istnieje, tak samo jak radość czy uroda.”

Choć tych zwyczajów jest więcej, a w poszczególnych wsiach różnią się od siebie, to niestety pomału zanikają. Święta stają się coraz bardziej komercyjne, także w górach.

Nie wiem czy to źle, czy zwyczajnie czas leci i tradycje zanikają jako normalna kolej rzeczy, w każdym razie póki pamiętamy, że najważniejsze jest spędzanie czasu z najbliższymi, jest dobrze.

Posts created 42

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top