Dzień matki.

Rok temu na dzień matki, dziękowałam tacie, ze wybrał mi tak cudowna mamę. Dzisiaj chcę podziękować Jej za moich braci. 

Pomiędzy dniem matki, a dniem dziecka mama zrobiła nam wszystkim psikusa. Miała udar. Nie sposób opisać jaki strach może opanować Cię w jednej chwili widząc, ze coś złego zaczyna dziać się z osoba dla Ciebie najdroższą, a Ty nie możesz nic zrobić, powstrzymać tego…

Na szczęście był to bardzo lekki udar i wszystko jest już dobrze. Chwili potrzebowałam, żeby dojść do siebie i żeby zebrać się do napisania tego.

Najpierw myślałam, że to ogromna niesprawiedliwość, teraz dziękuję Bogu za ten znak ostrzegawczy, tym bardziej przed samym sezonem, który zawsze oznacza pracę ponad siły. Nie w tym roku, nie tym razem.

Nikt, kto tego nie przeżył nie jest w stanie wyobrazić sobie tych wszystkich myśli, zwłaszcza w czasie pandemii, kiedy to w szpitalu nie można przebywać z chorym, czy potem choćby odwiedzić go. To poczucie bezsilności – wiedząc, że gdzieś tam na SOR-ze mama siedzi sama, nie wie co z Nią dzieje się – rozdziera serce każdemu dziecku. Zdałam sobie sprawę, że miłość do rodzica, jest tak samo wielka jak miłość rodzica do dziecka. Choć my mamy to szczęście mieć mamę najlepszą pod słońcem, to myślę, że każdy w takiej chwili stawia zdrowie rodzica ponad wszystko. To samo obserwowałam u mojego rodzeństwa i nieważne, że każdy z nich jest bardzo samodzielny od 20 lat, żonaty, ojciec dzieci. Patryk był w 10 min u mamy, Piotrek dzwonił co chwilę. Wszyscy zmobilizowani do maxa. To mi pokazało, że nie tylko dla mnie nasza mama jest „kotwicą”… Choć na ten czas to właśnie oni stali się moimi kotwicami. W tym momencie, czasie oczekiwania, nie wiem co bym zrobiła bez nich, ich wsparcia, wspólnego działania. Ta pewność, że może ja nie wiem, ale oni nie pozwolą by stało się coś złego. Ten czas razem spędzony. Cały weekend jeździłam pomiędzy jednym, a drugi i ich rodzinami, żonami, które starały się wesprzeć mnie jak mogły – najlepiej!

Moi bracia zawsze tak zajęci, zaganiani, wiecznie w biegu, nagle zaczęli dzwonić do mnie, jeden przez drugiego „Oriana przyjedź do nas, chodź z nami, jak tam?…” Pomyślałam sobie, jakie to szczęście ich mieć? Choć w sercu czułam trochę pustki, to oni ją właśnie wypełniali. To było bardzo budujące i pozwoliło mi przetrwać to całe zawirowanie.

Myślę, że ludzie dużo głupot robią, bo właśnie nie mają takich „kotwic”. Nic, nikt ich nie trzyma, łatwo stracić sens – w metaforycznym znaczeniu tego słowa. To wsparcie jest bezcenne. To wszystko co działo się, rozłożyło się na naszą trójkę, nie zostałam z tym sama. To wiele, to bardzo wiele…  I taka prawda, jacy wszyscy byśmy nie byli zaganiani, gdy potrzeba potrafimy poprzekładać nasze priorytety i scalić się, tak jak to robią rodziny.

Posts created 46

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top