Samochód policyjny

Don’t be scary… Czyli nie panikuj

Okazuje się, że incydent z mieszkaniem to nie jedyne chwile grozy, które mnie spotkały w Zakopanem.

Wczoraj był bardzo miły wieczór, choć zakończył się wielkim strachem, ale do brzegu co takiego mogło doprowadzić Niemożliwą do łez ze strachu?

Wracając z przemiłego winka z koleżanki urodzin – w końcu poniedziałek zobowiązuje – podjazd pod moje mieszkanie blokowały dwa radiowozy. Pomyślałam, że to pewnie gdzieś do poprzedniego domu – przecież u mnie tak spokojnie, że wręcz zastanawiałam się czy w innych mieszkaniach ktoś w ogóle mieszka. Pierwsze zwątpienie było jak zobaczyłam policjanta z latarką biegającego dookoła budynku. Szybko pytam – co się stało? – On niewzruszony rzuca, że nic takiego – wtedy już wiedziałam, że to na pewno nie NIC TAKIEGO i był to początek małego strachu – stanowczo stanęłam i mówię – ja tu mieszkam i po prostu boję się – chyba to do niego dotarło, bo mówi, że później mi powie – uuu… to jest najwyraźniejszy znak, żeby jak najszybciej znaleźć się po drugiej stronie zakluczonych drzwi mojego mieszkania. Od razu przypomniała mi się sytuacja jak mijałam kiedyś obławę policji na nożownika – dobrze, że w tamtym momencie nie wiedziałam, że chodziło o morderstwo, bo sama taka świadomość jest dla mnie przerażająca. Być może jestem zbyt wrażliwa by choćby myśleć o przemocy i ona mnie przeraża.  Do tej pory mam dreszcze jak przypomnę sobie tych policjantów z latarkami biegającymi dookoła – powtórka z wczoraj…

Dobrze, że mam okna od frontu domu i wszystko widzę, jak zapala się światło na fotokomórkę przed wejściem. Wczoraj byłam lepsza niż osiedlowy monitoring, tylko delikatnie sparaliżowana strachem. Kiedy przestraszyłam się najbardziej? Jak widziałam wbiegających policjantów – sztuk 3 – do mojego budynku, kolejno gdy słyszałam jak coś się sakramencko tłucze, uderza, ktoś krzyczy i cisza … aż teraz czuję jak mi serce bije, zazwyczaj o takich złych rzeczach nie jestem w stanie od razu opowiadać, potrzebuję czasu by to przetrawić … słyszę jak drzwi otwierają się, podchodzę do okna, policjanci – sztuk 2 – wyprowadzają jakiegoś faceta, skutego kajdankami, co jak co ale ten widok przewija mi się wciąż przed oczami, za nimi idzie jeszcze jeden niosący jakiś plecak w moro print. Drżę, zastanawiając się, czy to już wszystko, odkręcam na maxa ogrzewanie, podświadomie gdy jest cieplej czuję się bezpieczniej, choć nie jestem pewna czy takiego „ciepła” potrzebuję, ale chwilowo działa, obserwuję co dalej. Przed dom wychodzi wynajmujący mi mieszkanie mężczyzna – podchodzi do policjantów, wchodzą, wychodzą z domu – moje myśli biegną jak szalone, sprawdzam drzwi, licząc, że zamek obróci się i trzeci, czwarty, piąty raz … nic z tego. Dzwonię do Pana od mieszkania, uspokaja mnie, że policja zabiera tego mężczyznę i zatrzyma go, a może i nawet deportuje, gdyż jest obcokrajowcem – za co i dlaczego – nie dopytuję, dość mi strachu na dzisiaj. Wychodząc z założenia, że im mniej wiem tym lepiej śpię, skupiam się na informacji, że już tutaj nie wróci.

Kładę się, ale nie zasypiam, jeszcze długo nie zasnę. Mija godzina, światło przed domem znowu zapala się, jest 1;30, zwariuję dzisiaj, ktoś wchodzi do domu, wchodzi za głośno jak na normalny powrót, czuję jak mi serce przyśpiesza, słyszę jakieś podniesione głosy, kobiety, mężczyzny – teraz bije jak szalone, ręce mi się trzęsą, chwytam za telefon, wybieram numer najemcy – drżącym głosem pytam co się znowu dzieje, zaspany odpowiada, że co może się dziać – już z poirytowaniem mówię, że znowu ktoś obija się po korytarzu i że to nie jest normalna godzina na takie rzeczy, a dzwonię, bo się po prostu boję – przyznaje mi rację. Ciężko jest opowiedzieć, co w tamtej chwili czułam, chciałam uciec, ale bałam się otworzyć drzwi. Z 10 minut siedziałam na łóżku zawinięta w kołdrę i koc, cała drżąc ze strachu, ale myślę, spokojnie, nie daj się panice – jest już cisza, słyszę dźwięk czajnika, gotującą się wodę, zwykłą krzątaninę po mieszkaniu, uspokajam się, kładę… zasypiam.

Nikt, kto nie jest kobietą i nie znalazł się w podobnej sytuacji nie jest w stanie mnie zrozumieć. Ja też nie do końca rozumiałam strach mojej koleżanki z Ukrainy gdy dzwoniła do mnie, że ktoś próbuje wejść Jej do mieszkania, choć wspierałam Ją wtedy i rozmawiałam, aż będzie spokój i zaśnie, może rozumiałam, ale nie czułam – do wczoraj.

Jak jesteś daleko od domu, gdy wiesz, że nie masz nikogo w pobliżu, kto Ci za wszelką cenę pomoże, przyjedzie – wystarczy, że będzie obok, to jest inny rodzaj strachu. Zostając sama w 300 metrowym domu nigdy nie czułam strachu, a tu wystarczy taka sytuacja i cała drżę, a przecież jestem silna i zawsze daję radę i nie w takich sytuacjach. A tym razem zwinęłam się w kłębek i po prostu zasnęłam. Ale to nic, bo jest już „dzisiaj”, czyli „jutro” o którym marzyłam „wczoraj”, a ja wciąż tu jestem! Cała i zdrowa, no, z delikatnie nadszarpniętymi nerwami, ale kto ich nie ma nadszarpniętych ;).

My, obrotne_diabelki nie poddajemy się tak łatwo, a nasza siła jest potężna gdy jest potrzebna, ponieważ płynie prosto z serca.

Ta sytuacja pokazała mi jeszcze jedno, jak bardzo ludzie potrzebują się nawzajem. Tylko dlaczego tak mało z nas to rozumie, tak mało z nas ma w sobie zrozumienie i empatię, z dozą akceptacji gorszych chwil drugiej osoby. Nie wiem, czy mam na myśli od razu związek ale przyjaźń, wsparcie, poczucie, że gdy się boisz masz do kogo zadzwonić, a ten ktoś na pewno odbierze, że ma kto Cię przytulić, a jak coś powiesz nie tak, to nie zwróci na to uwagi, bo wie jaka/jaki jesteś i za bardzo liczy się ta relacja. Po co się kłócić, obrażać. Masz swoje zdanie, okey, akceptuję i szanuję je, choć nie muszę zgadzać się z nim. Dlatego nie chcę „może”, ale pragnę „na pewno”. Dlatego tak bardzo drażni mnie fakt, że ktoś nie chce mnie w 100%, ale chce utrzymywać kontakt.

Nie licz, że będę na liście rezerwowych, albo gram, albo odchodzę. Każdy z nas zasługuje by być aktorem w swoim życiu, a nie dublerem swojej roli. Koniec, kropka!

Wyluzuj, nie panikuj ;).

Lista zakupów na dzisiaj :

  • Gaz pieprzowy !
  • Mleko i tampony ;P

Jak niewiele potrzebuję do szczęścia.

Posts created 51

One thought on “Don’t be scary… Czyli nie panikuj

  1. Zdarzył się Tobie blondynko drugi taki bardzo przykry przypadek. Mam wrażenie, że jak będą się one dalej powtarzać, to byłby chyba jednak znak, że przeprowadzka do Zakopanego nie była właściwą decyzją. Może, a nie musi, być ostrzeżeniem dla Ciebie blondynko. Obserwuj tego typu zjawiska i wyciągaj wnioski. Sama myśl, że obok przez ścianę mieszkał jakis zbir, który może nie zdąrzyl zrobić blondynce coś złego, napawa czytelnika obawą i przerażeniem. Jeżeli był to muzułmanin to tym bardziej przeraża, gdyż oni wybitnie upodobali sobie blondynki. Sama akcja policji wskazuje, że przestępca był bardzo groźny. W końcu w tym osamotnieniu występuje tęsknota za rodzinnym domem, gdzie miało się wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Brak towarzysza życia i osamotnienie wzmaga te uczucia, Między wierszami wyczuwa się krytyke do siebie, może też do tego co nie było się w swoim życiu winnym. Środki samoobrony w postaci gazu łzawiącego są wtedy skuteczne jak się umie je umiejętnie zastosować w sytuacjach podbramkowych. W takich sytuacjach jest się sparalizowanym strachem i to może najczęściej wykorzystać napastnik. Wtedy taka samoobrona obrȯci się przeciwko napadniętej osobie. Skrajnym przypadkiem, co zadrzylo się mojemu tacie, to to, że zawȯr pojemnika z gazem łzawiacym ze starości był zaklejony i w sytuacji podbramkowej wogȯle nie zadziałał.

    Życzę blondynce samych pogodnych dni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top