Czas do Domu.

8:10 niedziela – ta ostatnia niedziela. Zegar wybił godzinę 00 -czas wracać, wracać do domu.

Jeszcze tylko pożegnam się po swojemu z Zakopanem. Tak, będę żegnała się z nim cały tydzień. Będę bywała w moich ulubionych miejscach, jadła moje ulubione dania, spotykała się z ulubionymi ludźmi. A tym razem wyjeżdżając stąd, kupię dla samej siebie oscypki. Nie potrafię zniknąć z dnia na dzień, tak po prostu jak by mnie nigdy tu nie było. Gdy będziesz to czytał/a ja będę już w Domu – tym jedynym prawdziwym.

Zastanawiam się czy, kiedy i jak to będzie kiedy odwiedzę Zakopane kolejny raz, czy w ogóle.

Ponad rok życia zamknę w zaledwie paru kartonach. Jakie to zabawne myślę sobie. Tyle się przez ten czas zdarzyło, tak wiele przeżyłam, a to tylko lekko ponad rok minął. Zastanawiam się jeszcze nad czymś, jak dalej tak intensywnie będę doświadczać życia dookoła mnie, czy szybciej zestarzeję się, czy może właśnie nie.

Specjalnie wstałam tak wcześnie rano w niedzielę, żeby nacieszyć się tym Zakopanem, które lubię najbardziej – pustym, jeszcze śpiącym. Żeby zająć moje, ale niestety nie tylko moje ulubione miejsce w kawiarni. Choć byłam ledwo 10 minut po otwarciu to już było zajęte. Dzisiaj jednak chyba cały świat chce zejść mi z drogi, bo po chwili zwolniło się – podejrzewam, że dlatego, że strasznie zimno tu od okien, ale nic, mi to nie przeszkadza, a widok na Krupówki jest idealny na mój dzisiejszy mood.

Jeszcze godzinę temu nie miałam problemu z zaparkowaniem, jeszcze godzinę temu deptak był pusty. Uwielbiam ten czas w którym miasto dopiero budzi się do życia, kiedy wszystkie myśli są jeszcze nieuczesane. Lubię tak rano przejechać się dookoła miasta pustymi jeszcze ulicami, a tu niewiele jest do objechania. Myślę wtedy jak jest tu cudownie, a w głowie rozbrzmiewa mi mój ulubiony cytat Agnieszki Osieckiej, jakby wyjęty mi z ust „jak pięknie jest rano, gdy jeszcze nie wszystko się stało i wszystko może się stać, tylko brać…”. Każdy dzień niesie za sobą coś nowego, w dużej mierze od nas samych zależy co nam przyniesie.

Zamówiłam kawę, taką jak zawsze jakie to jest super, wejść do ulubionej kawiarni i nie musieć nawet składać zamówienia i tłumaczyć w pięciu zdaniach dokładnie jaką kawę piję, a wiecie, że nie jest to „zwykła” kawa :D. Wiecie co jeszcze jest super? Że mój ulubiony barista podaje mi osobno posypkę wafelkową, żeby nie rozmokła w kawie, hahahah to takie moje :D.

Zamknij swój świat w paru kartonach. Wszystkie przeżycia, doświadczenia, co śmieszne wszystkie oszustwa które mnie tu spotkały. Mimo tego wszystkiego to była najważniejsza podróż w moim życiu, podróż w głąb siebie, w poszukiwaniu moich własnych marzeń.

Dzisiaj zaczęłam nie od pisania, tylko od czytania. Wysokie Obcasy Extra, ciekawie kto jeszcze czyta gazety w formie drukowanej… 5-cio stronnicowy wywiad z Bartłomiejem Dobroczyńskim, psychologiem który przez 5 stron opowiada o marzeniach, o tym, że „z marzeniami trzeba uważać, zobaczyć, do jakiego momentu ratują, a od jakiego pogrążają. Bo można się całkiem pogrążyć.”. Z każdym zdaniem coraz bardziej myślę, że ten tekst jest o mnie, w tej jego optymistycznej formie – marzeń, które uskrzydlają.

Marzenia to wizualizacja siebie w przyszłości, jeśli czegoś pragniemy to wyobrażamy sobie w tej sytuacji. Nie należy zapominać, że w swoich wizualizacjach to my jesteśmy reżyserem, a jak to marzenie zacznie spełniać się w rzeczywistości, ktoś może usiąść na naszym reżyserskim krześle i tylko wręczyć nas swój scenariusz, a z nas uczynić zaledwie aktora tej sztuki. Uuuu, zamieszałam, nie, nie, marzenia to coś co sprawia nam przyjemność, daje nam odpoczynek od szarej codzienności. To one są naszymi motywatorami. W dużej mierze to one pchają nas do spełniania naszych pragnień.

W tym wywiadzie najbardziej pasuje mi odwołanie do niemieckiego psychiatry i filozofa, autora książek, Karla (jakie to niemieckie imię) Jaspersa, który w skrócie głosi, żeby nie żyć czyimiś marzeniami, tylko szukać swoich własnych, bo tylko one nas uszczęśliwią. Często ulegamy marzeniom pobranymi z otoczenia, marzenia rodziców, potem najlepszych przyjaciółek, a na końcu partnera lub marzenia wszechobecne, czyli ogólno-społeczne. I do brzegu, czemu tak bardzo to do mnie trafia? Właśnie dlatego, że to robię ja, moje Zakopane to poszukiwanie własnych marzeń, na moich własnych regułach. Otóż jak Jasper każe szukać własnych marzeń? Poprzez doświadczanie, a nie fantazjowanie. Jeśli chcemy dowiedzieć się czy naprawdę marzenie o pracy aktorki jest dla mnie, trzeba dostać się do telewizji, właśnie dlatego we wtorek występuję w serialu – mała rólka statysty, ale z tekstem, od czegoś trzeba zacząć. Jeśli marzymy o wysublimowanych kubkach smakowych, a w naszych wizualizacjach kosztujemy homara i opowiadamy o jego delikatnym mięsku, powinniśmy posmakować jego, a nie wizualizować sobie swoje wyrafinowane w smaki opowieści znajomym. Jak czegoś pragniesz, dąż do tego by to przeżyć i wtedy będziesz wiedzieć czy to Twoje marzenie. Znajduj swoje marzenia poprzez działanie. Nie zawieszaj się na wizualizacji, bo możesz rozczarować się jak już w końcu ziści się to o czym nieustannie myślisz. Nie zamykaj się w klatce wyobrażeń, bo to sprawi, że najcudowniejsza rzecz na świecie jaką jest fantazjowanie stanie się destrukcyjne i deprawujące. Wyobrażaj sobie i działaj.

Podejrzewam, że większość osób śledzących moją przeprowadzkę, puka się w głowę i zastanawia jak, jak to możliwe przenieść się z cudownego Gdańska, dużego miast, na pewno z większymi możliwościami… do Zakopanego. Tylko, że to ja to przeżyłam i powiem Wam, że żyłam, oj żyłam przez ten czas na 100%. Próbowałam, doświadczałam, lubiłam ten mój tryb życia na dwa miasta, w ciągłym biegu, paradoksalnie miałam tyle czasu na przemyślenia, jak nigdy wcześniej. Jak myślę sobie kiedy najwięcej pisałam to właśnie w tym czasie ciągłych podróży. Zdolność organizacji czasu własnego sięgnęła zenitu. Obrotność podkręciła swoje obroty do maximum. Towarzyskość, otwartość na nowe znajomości, to wszystko co rozwinęłam w sobie niewyobrażalnie.

Jak myślę, o tym gdzie/kim jestem teraz, o samej świadomości poznania siebie samej, swoich lęków, możliwości, to nieporównywalne ze sobą sprzed wyjazdu. Jak myślę też o tym jak moja zdolność obserwacji weszła na wyższy poziom, jak bardzo inaczej już postrzegam ludzi dookoła siebie. Jak wiele jest małych, drobnych zachowań, spojrzeń, które świadczą o tak cholernie istotnych rzeczach, o cechach, których często sami do siebie nie dopuszczamy.

Czego jeszcze nauczyłam się? Tego, że tak jak ja „czytam” ludzi, tak są inni, którzy obserwują mnie i to jak mnie widzą inni. Gdy rozmawiam ze znajomymi, którzy twierdzą, że jeśli kiedyś zadzwonię do nich i powiem, że lecę w kosmos to nie zdziwią się nic, a nic, ale jeśli powiem, że zakochałam się, to będzie prawdziwy BIG NEWS. Wiecie, że KAŻDY do kogo zadzwoniłam i powiedziałam, że mam BN (mając na myśli powrót do Gdańska) zgadując powiedział, że jestem w ciąży, bo tak bardzo to do mnie nie pasujące…

Z dystansem patrzę też na to jak wielu osobom pozwoliłam się oszukać, tak, ja sama, wiedząc co zdarzy się dalej, czując to intuicyjnie, ale nie chcąc utracić tego co pozornie miałam w tamtym momencie. Myślę, też o tym jak trzeba być samoświadomym, żeby widzieć to wszystko u samego siebie, żeby wyciągnąć takie wnioski ze swojego zachowania.

Dochodzi już 11, a Krupówki zalewa fala fanów skoków narciarskich, czas ruszyć się z miejsca, bo trochę tu tłoczno. Przejdę się, zjem coś gdy zaczną się skoki, a miasto znowu zastygnie.

Posts created 42

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top