BLACK FRIDAY

OMG to jest bombardowanie level expert. Dzisiaj nikt nie jest w stanie przejść nie złapany w sieć rabatów, promocji, specjalnych ofert, wcześniej zawyżonych cen, starego towaru wypychanego po ATRAKCYJNEJ cenie. 

Dlaczego dajemy robić się w balona? Dlaczego wszędzie poddajemy się manipulacji… Pozwalamy na to, a wiecie co Wam powiem? Od BF zawsze zaczynają się wyprzedaże, już przed BF są weekendy zniżek, nie ma co wariować w BF – choć przyznam, że sama kupuję, ale tylko te rzeczy, której już mam wcześniej upatrzone i wybrane. Te które i tak bym kupiła, może nawet i bez zniżki. 

Jak wygląda ten dzień? Budzisz się rano, otwierasz maila, tam wyskakuje Ci ogromny errror, a wskazówka zapchania poczty bije po oczach na czerwono, niczym termometr wskazujący 42 stopnie (to tak a’propo mojej choroby i gorączki). Zanim „dopchasz” się do tego jednego ważnego maila, na którego czekasz od wczoraj, może umknie Ci w natłoku „cancel”, „cancel”… wstajesz już oślepiona blaskiem ofert, idziesz do kuchni, patrząc na jedno oko parzysz kawę, otwierasz lodówkę, a tam wielka rękawica na sprężynie wali prosto w Twoją głowę kolejnymi ofertami „nie do przegapienia”. Ty tylko chciałaś trochę mleka do porannej kawy… Nic idziesz do łazienki zostawiasz komputer w salonie, puszczasz swoją ulubioną muzę na YT, a gdy tylko wchodzisz pod prysznic, zaczynają się reklamy, więc zamiast wesoło podśpiewywać Sam Smith, ty słuchasz półgodzinnego video o trampkach z Moliera2 – bardziej dennej reklamy świat nie widział… Wsiadasz do samochodu, wciskasz START/STOP, boom (!) w radiu krzyczą, że dzisiaj świat zalewa fala wyprzedaży, na niektórych kanałach mówią jak temu nie ulegać, ale wierz mi do końca weekendu na pewno coś kupisz… Wchodzisz do pracy, cześć, cześć, zamykam drzwi mojego biura, ciężko siadam na fotelu, cisz, ufff i gdy już wreszcie myślę, że nadchodzi błogi spokój, drzwi uchylają się, wpadają dziewczyny z biura obok i jedna przez drugą pytają się mnie co sądzę o tych bublach, które właśnie wyświetlają mi na ekranach swoich smartfonów, machając centralnie przed twarzą. Mija parę godzin, chce mi się kawy, ups… kuchnia to miejsce towarzyskich spotkań, dwa razy zastanawiam się jak bardzo mi się chce, odwaga mą cnotą… idę… uchylam drzwi, wychylam głowę, sprawdzam, czy korytarz czysty, idę, robię kawę, liczę w głowie chwile, aby tylko nikt nie przyszedł, ufff, wracam, dumna z siebie wieńczę sukces gdy nagle słyszę czyjś krzyk zza drzwi czy już coś kupiłam, cała kawa ląduje na mnie, Bosh, otaczają mnie świry, nie wiem czy coś kupiłam, ale teraz to już na pewno musze, nową koszulę…  Dwa spotkania, jedno po drugim, żadne nie obyło się bez pytania, co zamówiłam… paranoja. Boję się otworzyć facebooka, boję się przejrzeć instagram… gdzie znajdę statystyki ile tego dnia firmy przeznaczają na kampanie reklamowe… Jedno co na pewno jest plusem to jednak to, że bardzo to „święto” napędza gospodarkę. 

A oto parę statystyk, wg. badań platformy Black Friday Global za 2018 r. odsetek zakupów w ten dzień wzrost o 979% jak do zwykłego dnia, w Zalando składano 4200 zamówień na MINUTĘ… coś jeszcze? może starczy. Nie dokopałam się do statystyk ile firmy wydały na reklamy tego dnia, ale jeszcze to kiedyś, gdzieś znajdę, wtedy o tym napiszę. 

Black Friday to początek, przed nami Black Week, Cyber Monday i … wyprzedaże. Gorączka świątecznych zakupów.

Mój bilans na dziś:

  1. buty z Moliera, 
  2. t-shirt z Vitkaca,
  3. sukienka z Lou,
  4. 2 pary spodni z Modivo – jedne na pewno oddam 😀

BANG (!) kto powiedział, że jestem rozsądna… w końcu jestem K O B I E T Ą, jakie to proste 😀

Let’s have some fun!

Posts created 51

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top